banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś piątek, 19 stycznia 2018 roku       Jesteś 1144853 naszym gościem.       Osób on-line: 12

Ewangelia wg. św. Mateusza

 Rozdział i wersety
 Tytuł poszczególnych fragmentów
    Mt
    Mt 1,1-17
    Mt 1,18-25
    Mt 2,1-12
    Mt 2,13-23
    Mt 3,1-12
    Mt 3,13-17
    Mt 4,1-11
    Mt 4,12-17
    Mt 4,18-22
    Mt 4,23-25
    Mt 5,1-12
    Mt 5,13-16
    Mt 5,17-20
    Mt 5,21-26
    Mt 5,27-32
    Mt 5,33-37
    Mt 5,38-42
    Mt 5,43-48
    Mt 6,1
    Mt 6,2-4
    Mt 6,5-8
    Mt 6,9
    Mt 6,10-15
    Mt 6,16-18
    Mt 6,19-24
    Mt 6,25-34
    Mt 7,1-6
    Mt 7,1-6
    Mt 7,7-11
    Mt 7,12
    Mt 7,13-14
    Mt 7,15-20
    Mt 7,21-23
    Mt 7,24-29
    Mt 8,1-4
    Mt 8,5-13
    Mt 8,14-17
    Mt 8,18-22
    Mt 8,23-27
    Mt 8,28-34
    Mt 9,1-8
    Mt 9,9-13
    Mt 9,14-17
    Mt 9,18-26
    Mt 9,27-31
    Mt 9,32-38
    Mt 10,1-4
    Mt 10,5-16
    Mt 10,17-23
    Mt 10,24-33
    Mt 10,34-39
    Mt 11,2-6
    Mt 11,7-15
    Mt 11,16-19
    Mt 11,20-24
    Mt 11,25-27
    Mt 11,28-30
    Mt 12,1-8
    Mt 12,9-14
    Mt 12,15-21
    Mt 12,22-30
    Mt 12,31-37
    Mt 12,38-42
    Mt 12,43-45
    Mt 12,46-50
    Mt 13,10-17
    Mt 13,31-35
    Mt 13,44-46
    Mt 13,47-52
    Mt 13,53-58
    Mt 14,1-12
    Mt 14,13-21
    Mt 14,22-33
    Mt 14,34-36
    Mt 15,1-9
    Mt 15,10-20
    Mt 15,21-28
    Mt 15,29-31
    Mt 15,32-39
    Mt 16,1-4
    Mt 16,5-12
    Mt 16,13-20
    Mt 16,21-23
    Mt 16,24-28
    Mt 17,1-8
    Mt 17,9-13
    Mt 17,14-21
    Mt 17,22-23
    Mt 17,24-27
    Mt 18,1-5
    Mt 18,6-11
    Mt 18,12-14
    Mt 18,15-20
    Mt 18,21-22
    Mt 18,23-35
    Mt 19,1-9
    Mt 19,10-12
    Mt 19,13-15
    Mt 19,16-22
    Mt 19,23-26
    Mt 19,27-30
    Mt 20,1-16
    Mt 20,17-19
    Mt 20,20-23
    Mt 20,24-28
    Mt 20,29-34
    Mt 21,1-11
    Mt 21,12-17
    Mt 21,18-22
    Mt 21,23-27
    Mt 21,28-32
    Mt 21,33-46
    Mt 22,1-14
    Mt 22,15-22
    Mt 22,23-33
    Mt 22,34-40
    Mt 22,34-40
    Mt 23,1-12
    Mt 23,13-36
    Mt 23,37-39
    Mt 24,1-3
    Mt 24,4-8
    Mt 24,9-14
    Mt 24,15-22
    Mt 24,23-31
    Mt 24,32-35
    Mt 24,36-41
    Mt 24,42-44
    Mt 24,45-51
    Mt 25,1-13
    Mt 25,14-30
    Mt 25,31-46
    Mt 26,1-2
    Mt 26,3-5
    Mt 26,6-13
    Mt 26,14-16
    Mt 26,17-19
    Mt 26,20-25
    Mt 26,26-30
    Mt 26,31-35
    Mt 26,36-46
    Mt 26,47-56
    Mt 26,57-68
    Mt 26,69-75
    Mt 27,1-2
    Mt 27,3-10
    Mt 27,11-14
    Mt 27,15-26
    Mt 27,27-31
    Mt 27,32-34
    Mt 27,35-38
    Mt 27,39-44
    Mt 27,45-50
    Mt 27,51-56
    Mt 27,57-61
    Mt 27,62-66
    Mt 28,1-8
    Mt 28,9-10
    Mt 28,11-15
    Mt 28,16-20
    
 
120. Ostrzeżenie przed uczonymi w Piśmie.
    "Wówczas przemówił Jezus do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: «Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony."
(Mt 23,1-12)


   Komentarz: Poruszymy dzisiaj sprawę czynienia różnych rzeczy dla pozorów. Jest to tak nagminne, tak częste, a świadczące o obłudzie, że koniecznie należy się temu przyjrzeć.
    Bóg miłuje nas bardzo, jako Swoje dzieci. I jako na Swoje dzieci patrzy. Również i my przyjrzyjmy się teraz przez chwilę dzieciom. Zauważamy u nich często takie zachowanie, gdy dziecko coś udaje, mając nadzieję, a wręcz głębokie przekonanie, że my tego nie widzimy, że mu wierzymy. Gdy jest to bardzo małe dziecko, uśmiechamy się. Wygląda to śmiesznie, czasem urokliwie. Nie gniewamy się, bo dziecko jest jeszcze bardzo małe i to zachowanie świadczy jedynie, że i rozumek jest taki, czyli mały. Gdy dziecko rośnie zdarzają się różne sytuacje, w których ono używa sposobów, by wywołać jakieś wrażenie, by coś ukryć, by utożsamić się ze środowiskiem, by uzyskać akceptację, podziw. Uczy się przy tym, jak to robić, by nie było to zauważane. Uczy się tego, że przyjmowanie postaw społecznie akceptowanych, daje mu pewne „korzyści”. Taką „korzyścią” może być uśmiech mamy, zdziwienie koleżanki, pochwała wychowawcy. Nie zawsze jednak te postawy są do końca przyjęte jako swoje, na stałe. Nieraz tylko przyjmowane są wtedy, gdy ktoś je widzi. Dlatego często zdarza się, że dzieci „broją”, zachowują się inaczej wtedy, gdy są same, w swoim towarzystwie. Będąc z dorosłymi, potrafią się pohamować, pilnują się, bo tego oczekują dorośli, normy obowiązujące itd.
    Bardzo ważna w życiu człowieka jest akceptacja otoczenia. Nieraz jakoś szczególnie niektórzy mają wzmocnioną potrzebę bycia zauważanym, a nawet podziwianym. Jest to w każdym człowieku w różnym stopniu. Jeśli człowiek o tym wie, to może próbować pracować nad sobą. Gorzej, jeżeli tego nie widzi. Działa wtedy trochę jak dziecko, które często nieświadomie przyjmuje różne postawy, by uzyskać podziw i akceptację.
    Zwróćmy zatem uwagę na drobne sprawy, które tkwią w nas, a są takim pozorowanym zachowaniem. Otóż, zwracamy uwagę na to, jak jesteśmy odbierani we Wspólnocie. Nasze zachowanie wypływa nie tyle z chęci podporządkowania się przyjętym „porządkom”, ale z tego jak jesteśmy postrzegani przez pozostałych członków Wspólnoty. Przyjmujemy pewne postawy, bo to jest według nas „dobrze widziane”. Bo na przykład, świadczy o naszej głębszej relacji z Bogiem, o naszym rozmodleniu, naszej świętości. Nie zawsze mamy odwagę o coś zapytać lub przyznać, że czegoś nie wiemy lub nie rozumiemy, bo nie chcemy, aby wyszła na jaw nasza nieznajomość rzeczy. Kiedy coś czynimy, zależy nam, aby inni dobrze to odebrali, aby dobrze o nas myśleli. Niekiedy wstydzimy się być spontaniczni, bo „co o tym powiedzą inni.” Czynimy wiele rzeczy, ale nie zawsze wypływa to z potrzeby serca. Niestety często jest wynikiem właśnie takiej obłudy, pozorów.
    Spróbujmy uświadomić sobie, jak bardzo sami siebie „krzywdzimy”. Bowiem czyniąc w ten sposób niejako mijamy się sami z sobą. Tracimy bardzo dużo. Chodzi tutaj o relacje z Bogiem. A więc postarajmy się, abyśmy przynajmniej na modlitwie starali się stanąć przed Bogiem cali my. Bez udawania, przyjmowania jakichś postaw, które nie są naszymi. Bóg bardzo pragnie spotykać się z nami. Jakże często nie dochodzi do spotkania w pełni, ponieważ my na to nie zezwalamy, nie będąc sobą, a przybierając jakąś postawę. Niekiedy zmuszamy własne ciało do „wysiłku” fizycznego podczas modlitwy, ponieważ inni na przykład klęczą. Modlimy się dłużej lub krócej, bo inni tak robią, bo inni nas widzą. Zajmujemy się na modlitwie własnymi odczuciami, wrażeniami, własnymi pragnieniami, emocjami oraz tym, jak inni się modlą, zamiast stanąć przed Bogiem i zacząć rozmowę - prostą, bez wysilania się na piękne sformułowania, na bogactwo językowe i „uduchowienie”.
    Czy wiemy, że wielcy święci modlili się najprościej? Człowiek dochodzi do prostoty w miarę uświęcania się. Przestaje udawać kogoś, kim nie jest, a staje przed Bogiem taki, jaki jest - mały, słaby, nędzny, z wadami, przywarami. Czy małe dziecko opowiadając mamie jakieś wydarzenie z przedszkola sili się na piękne budowanie zdań, na złożoność swojej wypowiedzi? Nie. Ono z przejęciem opowiada tak, jak umie. Pełne emocji nawet nie zwraca uwagi na błędy w swojej wypowiedzi. A mama i tak rozumie je bardzo dobrze, tuli, kocha, odpowiada. Bądźmy i my jak takie dzieci. Na modlitwie „opowiadajmy spontanicznie”, nie udawajmy nikogo. Nie silmy się na górnolotność.
    Spróbujmy stanąć przed Bogiem ze świadomością samych siebie. To czasem, po latach ciągłego wysiłku, by udowodnić, że jest się kimś innym, jest bardzo trudne. Wyznajmy jednak przed Bogiem również i tę swoją słabość. Poprośmy Ducha Świętego, by pomógł nam stanąć w prawdzie. By, jeśli trzeba, obnażył nas przed Bogiem, abyśmy zobaczyli, jacy jesteśmy naprawdę. By opinia otoczenia przestała być dla nas ważna, byśmy mieli odwagę być sobą. By nasza postawa wypływała z głębi serca. Jeśli pozwolimy sami sobie na to, by stanąć przed Bogiem tacy, jacy jesteśmy, jeśli pozwolimy sobie na to, by mówić do Niego swoim językiem, jeśli pójdziemy za porywem serca i na modlitwie przyjmiemy postawę taką, jaką serce nam dyktuje, jeśli przestaniemy zwracać uwagę na to, co dzieje się wokół nas podczas naszej Modlitwy – wówczas spotkamy się z Bogiem. Dopiero wtedy będzie to autentyczne spotkanie. Nie rozminiemy się, bo nic nam Boga nie przesłoni, nic nas od Niego nie odgrodzi.
    Za każdym razem, gdy się modlimy starajmy się od nowa stawać w prawdzie, bo trudno jest człowiekowi pozbyć się raz na zawsze pozorów, obłudy, udawania. Bo nieustannie w sercu gości próżność i zarozumiałość. Bo ze względu na słabość swoją, człowiek chętnie powraca do tego, co kiedyś było powodzeniem, a więc na przykład do modlitwy pełnej natchnień i stara się w różny sposób tamten stan rzeczy ponownie przywołać. A przecież każda modlitwa jest inna, za każdym razem i my jesteśmy nieco inni, bogatsi jesteśmy o nowe doświadczenia, nieco inne warunki towarzyszą tej modlitwie, Bóg być może pragnie nam, co innego dać, przekazać. I tak, jak w znanym powiedzeniu filozofa: Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, tak każda modlitwa jest już innym spotkaniem z Bogiem i za każdym razem powinniśmy doświadczać przemiany. Jeśli tak nie jest, należy zastanowić się nad tym, co jest przyczyną. Bowiem modlitwa, jako, że jest spotkaniem z Bogiem, powinna pozostawiać w nas niezatarte ślady. Kto prawdziwie spotyka się z Jezusem, nie pozostaje taki sam. W jego wnętrzu dokonuje się przemiana. Każdorazowo.
    Dzisiaj świadomie nie omawiamy zachowania faryzeuszy z fragmentu Ewangelii. Bowiem o nich już sporo wiemy. Natomiast specjalnie zwracamy uwagę na to, co będąc ich cechą, znajduje się również w naszych sercach, a my często tego nie widzicie. Przez stwarzanie pozorów, przez obłudne zachowania, przez udawanie, często nie dochodzi do prawdziwej, autentycznej modlitwy, do spotkania z Bogiem, do bliskiej relacji z Nim, bowiem nie my się modlimy, lecz nasze wyobrażenie o sobie, nasze pozory i nasze zakłamanie. A Bóg chce spotkać się z nami, jego dziećmi. Pomyślmy dzisiaj nad tym.
    Poprośmy Maryję, aby pomogła nam zrzucić z siebie tę skorupę, niekiedy tak grubą. Poprośmy Ducha Świętego, by to On wspomógł nas w dotarciu do prawdy o sobie i aby dał nam odwagę stanięcia w tej prawdzie. Poprośmy Jezusa, by mimo całej słabości, która tak bardzo przejawia się w nas, zechciał przyjść do nas, zechciał dotrzeć do nas i spotkać się z nami. Prośmy Ojca Niebieskiego, by patrzył z pobłażaniem na nas, jak matka patrzy na swoje małe dziecko i mimo całej nędzy, jaką w nas dostrzega brał nas na ręce, byśmy mogli doświadczyć tego przemieniającego spotkania z Bogiem.
    Niech Bóg błogosławi nas na czas tych rozważań.

poprzedni          następny

©2010-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!