banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś piątek, 27 kwietnia 2018 roku       Jesteś 1170807 naszym gościem.       Osób on-line: 1

Ewangelia wg. św. Mateusza

 Rozdział i wersety
 Tytuł poszczególnych fragmentów
    Mt
    Mt 1,1-17
    Mt 1,18-25
    Mt 2,1-12
    Mt 2,13-23
    Mt 3,1-12
    Mt 3,13-17
    Mt 4,1-11
    Mt 4,12-17
    Mt 4,18-22
    Mt 4,23-25
    Mt 5,1-12
    Mt 5,13-16
    Mt 5,17-20
    Mt 5,21-26
    Mt 5,27-32
    Mt 5,33-37
    Mt 5,38-42
    Mt 5,43-48
    Mt 6,1
    Mt 6,2-4
    Mt 6,5-8
    Mt 6,9
    Mt 6,10-15
    Mt 6,16-18
    Mt 6,19-24
    Mt 6,25-34
    Mt 7,1-6
    Mt 7,1-6
    Mt 7,7-11
    Mt 7,12
    Mt 7,13-14
    Mt 7,15-20
    Mt 7,21-23
    Mt 7,24-29
    Mt 8,1-4
    Mt 8,5-13
    Mt 8,14-17
    Mt 8,18-22
    Mt 8,23-27
    Mt 8,28-34
    Mt 9,1-8
    Mt 9,9-13
    Mt 9,14-17
    Mt 9,18-26
    Mt 9,27-31
    Mt 9,32-38
    Mt 10,1-4
    Mt 10,5-16
    Mt 10,17-23
    Mt 10,24-33
    Mt 10,34-39
    Mt 11,2-6
    Mt 11,7-15
    Mt 11,16-19
    Mt 11,20-24
    Mt 11,25-27
    Mt 11,28-30
    Mt 12,1-8
    Mt 12,9-14
    Mt 12,15-21
    Mt 12,22-30
    Mt 12,31-37
    Mt 12,38-42
    Mt 12,43-45
    Mt 12,46-50
    Mt 13,10-17
    Mt 13,31-35
    Mt 13,44-46
    Mt 13,47-52
    Mt 13,53-58
    Mt 14,1-12
    Mt 14,13-21
    Mt 14,22-33
    Mt 14,34-36
    Mt 15,1-9
    Mt 15,10-20
    Mt 15,21-28
    Mt 15,29-31
    Mt 15,32-39
    Mt 16,1-4
    Mt 16,5-12
    Mt 16,13-20
    Mt 16,21-23
    Mt 16,24-28
    Mt 17,1-8
    Mt 17,9-13
    Mt 17,14-21
    Mt 17,22-23
    Mt 17,24-27
    Mt 18,1-5
    Mt 18,6-11
    Mt 18,12-14
    Mt 18,15-20
    Mt 18,21-22
    Mt 18,23-35
    Mt 19,1-9
    Mt 19,10-12
    Mt 19,13-15
    Mt 19,16-22
    Mt 19,23-26
    Mt 19,27-30
    Mt 20,1-16
    Mt 20,17-19
    Mt 20,20-23
    Mt 20,24-28
    Mt 20,29-34
    Mt 21,1-11
    Mt 21,12-17
    Mt 21,18-22
    Mt 21,23-27
    Mt 21,28-32
    Mt 21,33-46
    Mt 22,1-14
    Mt 22,15-22
    Mt 22,23-33
    Mt 22,34-40
    Mt 22,34-40
    Mt 23,1-12
    Mt 23,13-36
    Mt 23,37-39
    Mt 24,1-3
    Mt 24,4-8
    Mt 24,9-14
    Mt 24,15-22
    Mt 24,23-31
    Mt 24,32-35
    Mt 24,36-41
    Mt 24,42-44
    Mt 24,45-51
    Mt 25,1-13
    Mt 25,14-30
    Mt 25,31-46
    Mt 26,1-2
    Mt 26,3-5
    Mt 26,6-13
    Mt 26,14-16
    Mt 26,17-19
    Mt 26,20-25
    Mt 26,26-30
    Mt 26,31-35
    Mt 26,36-46
    Mt 26,47-56
    Mt 26,57-68
    Mt 26,69-75
    Mt 27,1-2
    Mt 27,3-10
    Mt 27,11-14
    Mt 27,15-26
    Mt 27,27-31
    Mt 27,32-34
    Mt 27,35-38
    Mt 27,39-44
    Mt 27,45-50
    Mt 27,51-56
    Mt 27,57-61
    Mt 27,62-66
    Mt 28,1-8
    Mt 28,9-10
    Mt 28,11-15
    Mt 28,16-20
    
 
136. Postanowienie Wysokiej Rady.
    "Wówczas to zebrali się arcykapłani i starsi ludu w pałacu najwyższego kapłana, imieniem Kajfasz, i odbyli naradę, żeby Jezusa podstępnie pochwycić i zabić. Lecz mówili: «Tylko nie w czasie święta, żeby wzburzenie nie powstało wśród ludu»."
(Mt 26,3-5)


   Komentarz: Fala zła ogarniała coraz bardziej serca arcykapłanów i starszych ludu. Jak bardzo zatopieni byli w nienawiści świadczy fakt, że o pojmaniu Jezusa myśleli od dawna. Także myśl o zabiciu pojawiała się coraz częściej. Ich serca zamknięte opanowywała straszliwa ciemność szatańska. Niepojęte może wydać się to, że takie zło rodziło się w sercach kapłanów, sercach ludzi, którzy ponoć służyli Bogu.
    Skąd w ludziach, którzy w jakimś stopniu poświęcili się Stwórcy tak wielka nienawiść? Dlaczego opanowało je takie zło? Dlaczego ludzie ci nie przyjmowali Słowa tak, jak wielu Żydów? To bardzo złożony problem. Częściowo już mówiliśmy o tym, ale dzisiaj jeszcze poruszymy ten temat, bowiem, może on dotyczyć każdej duszy.
    Każdy człowiek jest słaby. Każdy grzeszy. To skażenie ludzkiej natury od czasu pierwszych rodziców sprawiło, że człowiek nie może czuć się mocnym. Jednocześnie, jak już mówiliśmy, Bóg złożył w człowieku swoją miłość, swoje łaski, dary, naznaczył duszę swoją boskością. Jest to, można rzec, naturą duszy. Ona w sposób naturalny pragnie dobra, tęskni za pięknem, szuka miłości. Ona sama tęskni za Bogiem, chociaż człowiek może sobie nie zdawać sprawy, co te odczucia oznaczają.
    Kapłani żydowscy, starsi ludu wcale nie musieli być z gruntu źli. Wyrośli w tej tradycji narodu wybranego, ta kultura była im bliska. Sposób patrzenia na świat, sposób umiejscawiania swego narodu pośród innych, traktowanie swojej religii, wszystko to było bardzo mocno zakorzenione w ich życiu, kulturze, w ich psychice. W dodatku byli tradycjonalistami. Tak silnie przywiązani do tego, co znane, utarte, dawno przyjęte, że wszelkie „nowości” były przesiewane przez bardzo drobne sito. Właściwie rzadko, kiedy przyjmowali coś nowego. Raczej dostosowywali do siebie te nowości, a nie zmieniali swych poglądów, swego patrzenia na świat.
    W pewnym stopniu przyczyną tego było wybraństwo, jakiego doświadczali od Boga. Wieki całe musieli strzec wiary w Jednego Boga. Naród upadał, odchodził od Boga, doznawał w związku z tym różnych tragedii, dramatów. Często bardzo boleśnie był doświadczany z powodu swej niewierności Bogu. Powracał na pewien czas, by potem znowu upaść. Można w tej historii narodu wybranego dostrzec podobieństwo do każdej duszy, do życiowej drogi, do drogi wiary człowieka. Zatem naród ten przez wieki nauczył się niejako walczyć o swoją odrębność religijną, nauczył się bronić przed wpływami innych religii, co nie znaczy, że im nie ulegał i że nie było wśród Żydów różnych odstępstw. Były też różne szkoły, wspólnoty, niejako wskazujące na pewne aspekty wiary, życia wiarą.
    Toteż, gdy pojawił się Jezus, tak licznie gromadzący wokół siebie ludzi, wzbudził od razu zainteresowanie, a przede wszystkim ogromną ostrożność, dystans wśród kapłanów i faryzeuszy. Przyglądali Mu się początkowo z niechęcią, choć nie ukrywali też swego niekiedy zaciekawienia czynionymi znakami. Bardzo szybko jednak zorientowali się, że Jezus ma wielki autorytet wśród ludu. Jest nie tylko poważany. On jest autentycznie kochany przez tłumy. Nikt do tej pory nie gromadził wokół siebie takich tłumów.
    Jan Chrzciciel również przyciągał, a jego głoszona konieczność nawrócenia, wyznania grzechów i zmiany życia, nie była w smak faryzeuszom, jednak nie wydawał im się zbyt groźny, traktowali go nieco z pobłażaniem. Jego sposób bycia, ubierania się, zachowanie niekiedy wydawało im się niespełna rozumu, toteż nie stanowił on w ich oczach aż tak wielkiego zagrożenia dla ich pozycji. Gdy został zabity, odetchnęli z ulgą, bowiem odpadł problem konieczności zajęcia oficjalnego stanowiska wobec głoszonej przez niego nauki. Nie bardzo mieli ochotę ją uznać, a z drugiej strony poważanie, jakie jednak miał wśród ludzi nie bardzo pozwalało na zlekceważenie jej.
    Tym razem, sprawa Jezusa okazała się jeszcze bardziej poważna. On głosił swoją naukę oficjalnie w miastach, wsiach, synagogach, placach, w miejscach publicznych. Chodził do odległych miejscowości. Wszędzie, gdzie szedł był zazwyczaj przyjmowany z wielką otwartością, szczerością serc. Wszędzie Jego nauka była akceptowana. Słuchano jej z zapartym tchem. Nie dość na tym. Ludzie pokonywali nieraz duże odległości, by móc posłuchać Jego słów. Znaki, cuda, uzdrowienia, wskrzeszenia, wszystko to zjednywało Mu serca ludzkie, więc był po prostu kochany. Wielu chciało gościć Go w swoich domach. Nawet ludzie bogaci, wykształceni, niektórzy faryzeusze, kapłani również skłaniali się do Jego nauki, szanowali Go i przyjmowali u siebie. To szczególnie niepokoiło kapłanów, arcykapłanów i starszych ludu.
    W dodatku Jezus nie unikał rozmów z nimi, podejmował dyskusje i udowadniał im ich niewiedzę, ospałość, pokazywał słabości, wykazywał błędy w ich pojmowaniu przepisów prawa. Czuli, że tracą autorytet wśród ludzi. Dotąd, to ich słuchano, przychodzono po radę, proszono o modlitwę. Teraz wszyscy szli do Jezusa. A już szczególnie nieznośnym dla nich było to, że tyle osób przynosiło Mu swoje mienie do dyspozycji, a on rozdzielał je pośród ubogich. Niestety faryzeusze i kapłani często byli zachłanni na pieniądze, gromadzili bogactwa pod pozorem przyjmowania datków za modlitwę, za poradę, za złożoną ofiarę. Sercami ich władała zachłanność, pazerność, obłuda i pycha. Pycha zaś bardzo podburzała ich serca, gdy Jezus obnażał ich słabości.
    Wszystko to wykorzystywał szatan. On uwijał się wśród nich niestrudzenie, bo widział już owoce swej działalności. Niestety były to bardzo zepsute owoce, zatrute jadem szatańskiej nienawiści. Bardzo szybko w ich sercach powstała myśl o zabójstwie. Między sobą jawnie o tym rozmawiali. Wobec ludzi chcieli zachować pewne pozory. Teraz do szczytu dochodziły wszystkie ich wady, słabości. Na nich szatan bazował, by dosięgnąć Jezusa. By Go zniszczyć. Jednocześnie przy okazji nie omieszkał oplątać w swoją pajęczą sieć wielu dusz kapłanów, faryzeuszy, uczonych w piśmie, a potem i prostych ludzi, którzy wzięli udział w tej straszliwej zbrodni.
    Pragniemy dzisiaj ukazać, iż wcale nie trzeba być mordercą od początku, by dać się omotać szatańskim sidłom. Zwróćmy uwagę na to, iż szatan bazuje na zwykłych ludzkich słabościach, które również my posiadamy. Pycha, obłuda, pazerność, zachłanność, chęć bycia poważanym, uznawanym, akceptowanym, podziwianym, zazdrość, zawiść, egoizm, to niestety także nasze grzechy. Często Bóg oszczędza nas, byśmy nie mieli zbyt wielu okazji, do ulegania tym słabościom. Dziękujmy za to Bogu. Dziękujmy, że nie wystawia na próbę naszej wiary i ufności, naszej miłości do Niego. Nie wiemy, bowiem, jak daleko sięga nasza słabość. Nie znamy do końca, jak mocno siedzi w nas pycha, czy zazdrość. Nie wiemy, na ile przywiązani jesteśmy do naszych słabości i w związku z tym, czy w czasie jakiejś próby, nie uczynilibyśmy czegoś, co bardzo zraniłoby Jezusa. Nie chodzi tutaj o straszliwe zbrodnie, ale o sytuacje, w których dość ostro wyszłaby nasza pycha, czy egoizm, próżność lub pazerność.
    Módlmy się o poznanie swoich słabości. Módlmy się, abyśmy potrafili przyjąć fakt bycia aż tak słabym i nędznym. Módlmy się, aby Duch Święty prowadził nas i nieustannie umacniał w dobrym. Prośmy Matkę Najświętszą, by stale trzymała nas za rękę i nie wypuszczała ze swojej dłoni. By Ona pomagała nam trwać w dobrym, by Ona wskazując nam nasze słabości, czyniła to po Matczynemu, z miłością i czułością, a jednocześnie, by pomagała dochodzić do prawdy. Tylko matka potrafi dla dobra dziecka, pouczać, kierować i nie ukrywać prawdy, by ono nauczyło się ją przyjmować, by starało się zawsze żyć w prawdzie o sobie, by starało się pracować nad sobą.
    Niech Bóg błogosławi nas. Módlmy się o poznanie prawdy o sobie, jej przyjęcie oraz o wytrwałość w pracy nad sobą. Niech spłynie na nas oczyszczająca i uzdrawiająca miłość Ducha Świętego.

poprzedni          następny

©2010-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!