banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś piątek, 19 paĽdziernika 2018 roku       Jesteś 1204750 naszym gościem.       Osób on-line: 12

Ewangelia wg. św. Mateusza

 Rozdział i wersety
 Tytuł poszczególnych fragmentów
    Mt
    Mt 1,1-17
    Mt 1,18-25
    Mt 2,1-12
    Mt 2,13-23
    Mt 3,1-12
    Mt 3,13-17
    Mt 4,1-11
    Mt 4,12-17
    Mt 4,18-22
    Mt 4,23-25
    Mt 5,1-12
    Mt 5,13-16
    Mt 5,17-20
    Mt 5,21-26
    Mt 5,27-32
    Mt 5,33-37
    Mt 5,38-42
    Mt 5,43-48
    Mt 6,1
    Mt 6,2-4
    Mt 6,5-8
    Mt 6,9
    Mt 6,10-15
    Mt 6,16-18
    Mt 6,19-24
    Mt 6,25-34
    Mt 7,1-6
    Mt 7,1-6
    Mt 7,7-11
    Mt 7,12
    Mt 7,13-14
    Mt 7,15-20
    Mt 7,21-23
    Mt 7,24-29
    Mt 8,1-4
    Mt 8,5-13
    Mt 8,14-17
    Mt 8,18-22
    Mt 8,23-27
    Mt 8,28-34
    Mt 9,1-8
    Mt 9,9-13
    Mt 9,14-17
    Mt 9,18-26
    Mt 9,27-31
    Mt 9,32-38
    Mt 10,1-4
    Mt 10,5-16
    Mt 10,17-23
    Mt 10,24-33
    Mt 10,34-39
    Mt 11,2-6
    Mt 11,7-15
    Mt 11,16-19
    Mt 11,20-24
    Mt 11,25-27
    Mt 11,28-30
    Mt 12,1-8
    Mt 12,9-14
    Mt 12,15-21
    Mt 12,22-30
    Mt 12,31-37
    Mt 12,38-42
    Mt 12,43-45
    Mt 12,46-50
    Mt 13,10-17
    Mt 13,31-35
    Mt 13,44-46
    Mt 13,47-52
    Mt 13,53-58
    Mt 14,1-12
    Mt 14,13-21
    Mt 14,22-33
    Mt 14,34-36
    Mt 15,1-9
    Mt 15,10-20
    Mt 15,21-28
    Mt 15,29-31
    Mt 15,32-39
    Mt 16,1-4
    Mt 16,5-12
    Mt 16,13-20
    Mt 16,21-23
    Mt 16,24-28
    Mt 17,1-8
    Mt 17,9-13
    Mt 17,14-21
    Mt 17,22-23
    Mt 17,24-27
    Mt 18,1-5
    Mt 18,6-11
    Mt 18,12-14
    Mt 18,15-20
    Mt 18,21-22
    Mt 18,23-35
    Mt 19,1-9
    Mt 19,10-12
    Mt 19,13-15
    Mt 19,16-22
    Mt 19,23-26
    Mt 19,27-30
    Mt 20,1-16
    Mt 20,17-19
    Mt 20,20-23
    Mt 20,24-28
    Mt 20,29-34
    Mt 21,1-11
    Mt 21,12-17
    Mt 21,18-22
    Mt 21,23-27
    Mt 21,28-32
    Mt 21,33-46
    Mt 22,1-14
    Mt 22,15-22
    Mt 22,23-33
    Mt 22,34-40
    Mt 22,34-40
    Mt 23,1-12
    Mt 23,13-36
    Mt 23,37-39
    Mt 24,1-3
    Mt 24,4-8
    Mt 24,9-14
    Mt 24,15-22
    Mt 24,23-31
    Mt 24,32-35
    Mt 24,36-41
    Mt 24,42-44
    Mt 24,45-51
    Mt 25,1-13
    Mt 25,14-30
    Mt 25,31-46
    Mt 26,1-2
    Mt 26,3-5
    Mt 26,6-13
    Mt 26,14-16
    Mt 26,17-19
    Mt 26,20-25
    Mt 26,26-30
    Mt 26,31-35
    Mt 26,36-46
    Mt 26,47-56
    Mt 26,57-68
    Mt 26,69-75
    Mt 27,1-2
    Mt 27,3-10
    Mt 27,11-14
    Mt 27,15-26
    Mt 27,27-31
    Mt 27,32-34
    Mt 27,35-38
    Mt 27,39-44
    Mt 27,45-50
    Mt 27,51-56
    Mt 27,57-61
    Mt 27,62-66
    Mt 28,1-8
    Mt 28,9-10
    Mt 28,11-15
    Mt 28,16-20
    
 
155. Śmierć Jezusa.
    "Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: «Eli, Eli, lema sabachthani?», to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: «On Eliasza woła». Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, napełnił ją octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: «Poczekaj! Zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, aby Go wybawić». A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha."
(Mt 27,45-50)


   Komentarz: Gdy ukrzyżowano Jezusa, całą ziemię ogarnął mrok. Nie było to zwykłe zjawisko. Cała przyroda, kosmos zachowywały się inaczej, niezgodnie z prawami natury, z prawami, które nimi rządziły. Jak wielka to była sprawa, jak wielkie moce zostały poruszone, skoro Księżyc pojawił się naraz na horyzoncie i szybko przemieszczał się po niebie. Słońce zakryła ogromna, czarna chmura. Po chwili całe niebo było czarne i pojawiły się gwiazdy. Zapadła głucha cisza. Po chwili dało się słyszeć odgłosy zaniepokojonych zwierząt. Bydło ryczało. Ptactwo siadało na ziemi, kryło się, uciekało. Ludzi ogarnęła trwoga. Również na Kalwarii część osób przestraszonych nawróciło się przez to. Ta ciemność trwała prawie trzy godziny. Potem Księżyc zwrócił się ku zachodowi i szybko przemieścił, chowając za horyzontem. Chmura również odpłynęła, zniknęły gwiazdy. Zrobiło się jaśniej, jednak Słońce pozostało dziwnie czerwone.
    Jezus wisiał na Krzyżu cierpiąc niewymowne męki. Modlił się, ofiarowywał Bogu, prosił za światem. W pewnym momencie spojrzał na Matkę i Jana. Maryja pełna bólu, lekko pochylona, cała blada, oczy zaczerwienione od płaczu podtrzymywana była przez inne niewiasty. Jan, przeraĽliwie smutny, ze łzami na policzkach patrzył na swego Umiłowanego Nauczyciela. Wtedy Jezus cicho, ale z miłością rzekł do Matki: „Oto syn twój”. Do Jana zaś: „Oto Matka twoja”. Słowa te proste, jasno określały relacje Maryi i Jana, a przez niego do wszystkich ludzi na świecie.
    Umierając Jezus nadal myślał o tych, których kochał. Pomyślał o swej Matce, która po Jego śmierci będzie potrzebowała opiekuna, by nie stać się jak wiele wdów i osamotnionych matek - żebraczką. Po drugie, Jezus chciał, by w swych następnych latach życia miała zapewnioną nie tylko opiekę, ale miłość najbliższych, by była nimi otoczona. Janowi zaś, którego bardzo kochał pozostawił tę, która była Mu najdroższa. Była Jego miłością. On, najbardziej umiłowany uczeń, został obdarzony tak wielkim zaufaniem, wyróżniony wielką łaską opieki nad Matką Bożą. Były to dwie osoby szczególnie umiłowane przez Jezusa. Maryja na te słowa osunęła się osłabiona na ręce niewiast. Jan starał się powstrzymywać łzy. Tak wiele chciał powiedzieć Jezusowi, ale nic nie potrafił z siebie wydusić.
    Jezus natomiast przeżywał całkowite opuszczenie. Ogarniało Go zwątpienie. Musiał przecież doświadczyć wszelkiego cierpienia ludzkiego, by człowieka od niego uwolnić. O, ileż sił wyjednywał tym, którzy doświadczać będą zwątpień wiary w chwilach trudnych, szczególnie w chwili śmierci. Jezus wziął na siebie to osamotnienie, to opuszczenie, to zwątpienie, te ciemności ogarniające duszę, to przerażenie chwytające serce. Jezus to wszystko wycierpiał. Jezus na Krzyżu wycierpiał wszystek ból, wszystko cierpienie, jakiego doświadczała ludzkość od początku istnienia i doświadczać będzie do swego kresu. Jezus wziął na siebie cały ciężar grzechów ludzkości.
    A kiedy wszystko już wziął na siebie, kiedy wszystko zostało przybite do Krzyża, kiedy kielich goryczy przepełnił się, gdy każdy grzech, każda słabość ludzka, każde nawet najdrobniejsze przewinienie, zachwianie się zostało przez Jezusa wycierpiane, kiedy oddał człowiekowi wszystko, nawet swoją Matkę, wtedy wypowiedział znaczące słowa: „Wykonało się”. Słowa te znaczyły dokładnie to, że wszystko, co Bóg Ojciec zaplanował wobec Niego, cała misja, z jaką przyszedł na ziemię, Jego posłannictwo, zostało wypełnione do końca. To, co zostało zapowiedziane przez proroków, spełniło się, co do „joty”. Żadna litera w Prawie nie została zmieniona, a wszystkie zaś poprzez wypełnienie zostały niejako poświadczone, utwierdzone w Prawdzie.
    W Jezusie objawiła się cała Prawda. Zaraz potem Jezus zawołał: „Boże, w twoje ręce powierzam Ducha mojego”. Jezus oddał Ducha. Słowa te niosą pewną Prawdę, którą często traktujemy bardzo powierzchownie. Jezus powierzył w ten sposób siebie całego, całe swoje jestestwo, całą istotność swoją. Powierzył to, kim był. Jakby na powrót oddał siebie Ojcu. Powrócił do Niego, do jego Łona, złączył z Nim. Chociaż Ciało pozostawało jeszcze przez trzy dni na ziemi, to Duch Jezusa, Jego byt, istota należały już całe do Świata Duchowego. Łączyły się z Ojcem. Jeszcze nie w pełni cały Jezus, bowiem Ciało musiało zmartwychwstać, zostać w pełni uwielbione, połączyć się z Duchem i w ten sposób dopiero wtedy mogło nastąpić to cudowne złączenie, zjednoczenie, zlanie się, istoty Boga Ojca, z istotą Jezusa - Syna. A połączyła je ich Miłość, która jako Duch Święty zstąpiła potem na apostołów, by kierować Kościołem. Miłość, zatem jest zjednoczeniem Osób Boskich, jest przejawem tego zjednoczenia. Jednocześnie wynikiem tego zjednoczenia jest wylewająca się z Nich Miłość, jako jeden Duch jednoczący Mistyczne Ciało Chrystusa w jeden Kościół. Zjednoczenie, bowiem rodzi zjednoczenie. Rozłam rodzi rozłam.
    Jezus oddał ducha. Skłonił głowę i zawisł w bezruchu. Straszliwy ból niby miecz przeszył serce Maryi. Ból tak wielki, że zemdlona osunęła się na ręce niewiast i Jana. W swej boleści była bardzo spokojna, jednak z całej Jej postaci biło cierpienie tak ogromne, że w sercach nawet mniej wrażliwych budziła litość i współczucie. Całe cierpienie miała w swym sercu. Jej boleść tak wielka, była cała w Niej. Zachowywała pewnego rodzaju godność w swym bólu, chociaż chwilami targały Nią straszne emocje, rozpacz, zwątpienie. Chociaż łzy cisnęły się do oczu, cierpiała w milczeniu. Nie była jak „płaczka”. Była jak pełna godności królewskiej Władczyni. Ból Jej nie złamał. Ból otworzył Jej serce na ludzi.
    Dzisiaj rozważamy bardzo smutny, a zarazem niezmiernie ważny fragment. Prośmy Ducha Świętego, by sam poprowadził nasze rozważania. By serca nasze stały się jeszcze bardziej wrażliwe na Słowo, by je dobrze rozpoznawały, by je rozważały i zapraszały do swego życia. By On - Duch Miłości Trójcy Świętej, Trzech Osób Boskich, zjednoczonych wylewał się na nas, wypełniając tą niepojętą Boską miłością. Aby ta Miłość nas prowadziła i zapewniała o swojej obecności w nas, by nas kształtowała, umacniała, by dawała poznanie o sobie.
    Niech Bóg błogosławi nas na czas tych rozważań.

poprzedni          następny

©2010-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!